Od samego początku były kłopoty z inwestycją. Szybko urzędnicy zaczęli alarmować, że może nie zostać ukończona na czas, a to oznaczałoby utratę środków unijnych. Przedstawiamy raport Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczący przebudowy i modernizacji budynków Filharmonii Lubelskiej i Teatru Muzycznego – obecnie Opery Lubelskiej.
Dokument powstał 17 maja 2019 roku. Protokół z kontroli modernizacji Teatru Muzycznego (obecnie Opera Lubelska) i Filharmonii Lubelskiej liczy 146 stron. Inwestycja – przypomnijmy – towarzyszyła dużo bardziej spektakularnemu przedsięwzięciu, czyli budowie Centrum Spotkania Kultur.
Teatr w Budowie
Przechodząc placem Teatralnym i widząc jasny gmach CSK, można sobie przypomnieć, że w tym miejscu przez 40 lat stał Teatr w Budowie. To miała być lubelska opera, której budowa zaczęła się na 30-lecie PRL. Prace miały pójść, jak na tamte czasy i możliwości techniczne, szybko – bo tylko 10 lat. Jednak wielki, lubelski teatr nigdy nie powstał. Udało się jednak wybudować pomieszczenia dla Teatru Muzycznego i Filharmonii Lubelskiej.
Przez lata niedokończony gmach straszył, a jego los odmienił się w 2005 roku, kiedy zaczęła rodzić się koncepcja, żeby w końcu budynek dokończyć. Powstał pomysł, żeby za pieniądze unijne jednak wybudować operę. Można powiedzieć, że ojcem chrzestnym tego pomysłu był Krzysztof Cugowski, były wokalista Budki Suflera, który tą ideą zaraził kolejnych ludzi kultury i polityków. Jak mowa o tych drugich, to nie bez znaczenia były działania Janusza Palikota (wtedy w PO), którego fundacja np. ufundowała nagrody pieniężne w konkursie architektonicznym na gmach CSK.
Budowa Centrum Spotkania Kultur (i zatem także modernizacja TM i FL) zaczęła się oficjalnie jesienią 2012 roku. CSK zostało otwarte 22 listopada 2015 roku. Obchodzimy zatem 10. rocznicę tego wydarzenia. I z tej okazji zaglądamy do dokumentów CBA.
CBA sprawdza inwestycje
Chodzi o wspomniany na początku raport z kontroli realizacji części inwestycji. Sprawa ta ma dwa znaczenia – po pierwsze: ciekawe jest, na co trafili agenci. Po drugie: długo Fundacja Wolności musiała walczyć o ten dokument.
Wydaje się, że protokoły z kontroli powinny być na stronach urzędów. Tak robi choćby Najwyższa Izba Kontroli. Tak zresztą nakazuje ustawa o dostępie do informacji publicznej. CBA nie chwali się jednak publicznie wynikami swoich ustaleń. Na stronie biura można znaleźć informacje o wszczęciu wybranych kontroli lub lakoniczne o ich efektach. Tak było np. w przypadku Dworca Lublin, gdzie CBA wspomniało o zakończeniu kontroli. Agenci wskazali wówczas jedynie, że mogło dojść do szkody na poziomie 7,5 mln zł i że złożono zawiadomienie do prokuratury o przekroczeniu uprawnień przez urzędników. O tym, że prokuratura umorzyła to postępowanie, CBA już nie napisało.
W tej sprawie o protokół wystąpiła Fundacja Wolności. CBA udostępniło informacje dopiero w momencie, gdy ta złożyła skargę do sądu.
CBA i CSK
Wróćmy jednak do protokołu dotyczącego CSK, FL i TM. Agenci sprawdzali dokumentację z aż czterech kadencji Sejmiku Województwa Lubelskiego, a sama kontrola trwała od 21 sierpnia 2018 r. do 17 maja 2019 roku. Była tak drobiazgowa, że CBA nie tylko opierało się na przedstawionych mu dokumentach, ale powołało własnego biegłego z dziedziny budownictwa.
Agenci rozmawiali z wszystkimi najważniejszymi pracownikami Urzędu Marszałkowskiego. W protokole padają nazwiska kolejnych marszałków województwa: Jarosława Zdrojkowskiego (wtedy PiS), Krzysztofa Grabczuka (PO), Krzysztofa Hetmana (PSL), Sławomira Sosnowskiego (PSL) i Jarosława Stawiarskiego (PiS).
Wszyscy, przez lata, zajmowali się inwestycją za niemal 172 mln zł (budowa CSK i modernizacja TM i FL). Ta kwota jeszcze dziś robi wrażenie, a 10 lat temu była po prostu astronomiczna. Zaznaczmy, że z budżetu województwa na ten cel przekazano tylko 20 mln zł. Pozostała kwota pochodziła z funduszy państwowych i unijnych. Sama część TM i FL to koszt niemal 44,5 mln zł.
Konkurs i przetarg
W 2009 roku został ogłoszony konkurs na projekt CSK. Wygrał go sławny architekt Bolesław Stelmach (dziś jest dyrektorem Narodowego Instytutu Architektury czy pełnomocnikiem prezydenta Lublina ds. przebudowy Podzamcza), który potem otrzymał zlecenie dokładnego zaprojektowania całego gmachu. Podpisana ze Stelmachem umowa opiewała na niemal 8 mln zł.
„Dokumentacja projektowa będąca przedmiotem odbioru musiała być zaopatrzona w wykaz opracowań oraz pisemne oświadczenie Wykonawcy, że została wykonana zgodnie z niniejszą umową, obowiązującymi przepisami techniczno-budowlanymi oraz jest w stanie kompletnym z punktu widzenia celu, któremu ma służyć” – czytamy w dokumentach CBA i dalej: „Według § 7 Wykonawca zobowiązał się do sprawowania nadzoru autorskiego przy realizacji inwestycji wykonywanych na podstawie dokumentacji projektowych, a w przypadku wykonywania nadzoru autorskiego przez pełnomocnika Wykonawca zobowiązał się do przedłożenia Zamawiającemu stosownych pełnomocnictw i ponoszenia odpowiedzialności za działania pełnomocników jak za działania własne”.
Jednak szybko zaczęły nadchodzić kłopoty. Projektów nie było na czas i w grudniu 2010 r. ówczesny marszałek Krzysztof Hetman ostrzegał, że w grę wchodzi rozwiązanie umowy z pracownią Bolesława Stelmacha i ogłoszenie nowego przetargu. – Straciliśmy zaufanie do naszego partnera (pracowni Bolesława Stelmacha – red.), więc podjęliśmy działania związane z przygotowaniem nowego konkursu, który miałby wyłonić projektanta Centrum Spotkania Kultur – mówił wtedy Hetman „Kurierowi Lubelskiemu”.
Udało się jednak załagodzić ten spór i budowa w końcu ruszyła. Wykonawcą została firma Budimex. W tej inwestycji zdarzyło się niemal wszystko – opóźnienia, zastrzeżenia wykonawcy, spory z projektantem. I to wszystko pokazuje właśnie raport CBA.
Okazuje się także, że kłopoty powstawaniu CSK oraz modernizacji TM i FL towarzyszyły od początku. W protokole CBA można np. przeczytać, że biegła sądowa oceniła, że „zamówienie zostało zrealizowane w całości, tzn. zgodnie z umowami”, ale też przyznała, że już po zakończeniu budowy nie został rozwiązany problem akustyki sali koncertowej Filharmonii Lubelskiej.
To kwestia ciągnąca się przez lata. Chodzi o to, że sala po przebudowie nie spełniała oczekiwań muzyków i widzów. Trzeba było dokonywać kolejnych zmian, żeby goście koncertów w wielu miejscach cokolwiek słyszeli. Co gorsza, sami muzycy narzekali, że nie słyszeli się nawzajem.
Wygląda na to, że wynika to z początkowych błędów. „Wykonawca Projektu został zwycięzcą konkursu pomimo, że jego projekt uzyskał 14,28 pkt w kategorii „funkcjonalność”. Pierwsze miejsce w tej kategorii i 20 pkt przyznano uczestnikowi Blond & Roux Architectes z Francji. Biuro Architektoniczne Stelmach i Partnerzy uzyskało natomiast więcej, bo 15 pkt, w kategorii „termin wykonania”. Zaproponowało 320 dni, a architekci z Francji (472 dni) otrzymali 10,16 pkt” – przytacza CBA. Ostatecznie biuro Stelmacha przekazało dokumentację po 882 dniach.
Problematyczna współpraca
Z raportu wynika, że wiele spornych momentów dotyczyło projektowania modernizacji. Agenci, oceniając sytuację, piszą wręcz, że współpraca z projektantem od początku układała się problematycznie. Już w styczniu 2010 r. konsultant oceniający program funkcjonalno-użytkowy pisał, że nie rekomenduje jego zatwierdzenia. W połowie maja tego samego roku zarząd województwa ponaglał projektanta i naciskał, aby przedstawił założenia projektowe zgodne z oczekiwaniami. Były kolejne spotkania i rozmowy, aż w końcu architekt orzekł, że zmian w projekcie nie dokona „gdyż nie ma na to czasu”. Biuro Architektoniczne Stelmach i Partnerzy stało na stanowisku, że inaczej niż władze województwa rozumie zapisy umowy i wykonanie dokumentacji projektowej.
Wtedy w Urzędzie Marszałkowskim zapaliła się czerwona lampka. To był wyraźny sygnał, że inwestycji może się nie udać zrealizować w zapisanych w harmonogramie terminach.
To się zemściło kilka lat później. Jedną z atrakcji CSK jest kolorowa, świecąca fasada. Miała za nią zapłacić UE, ale nie udało się wszystkich prac wykonać do końca 2016 roku. Dlatego 2,5 mln zł na fasadę musiało pójść z budżetu województwa.
Wróćmy jednak do roku 2010. Urzędnicy marszałka zaczęli, wobec kłopotów, rekomendować rozwiązanie umowy z biurem Bolesława Stelmacha.
W grudniu 2010 roku doszło do strategicznego spotkania, w którym UMWL reprezentował Jacek Sobczak (PO), ówczesny członek zarządu województwa. Sobczak znany był z tego, że naciskał na dotrzymywanie terminów i nie zgadzał się na drogie rozwiązania architektoniczne.
„Pan Bolesław Stelmach potwierdził brak „porozumienia z Zamawiającym co do zakresu przedmiotu zamówienia”, tj. zakresu projektu koniecznego do wykonania zgodnie z umową przy jednoczesnym zachowaniu budżetu inwestycji i zgodności z polisą ubezpieczeniową (…)” – CBA cytuje sporządzoną wówczas notatkę.
Stelmach zaczął grozić Urzędowi Marszałkowskiemu sądem. Jego biuro nie zgadzało się na przedstawiane propozycje zmian w projekcie, a jeden z architektów określił te pomysły mianem „gniotów”.
UMWL też grał twardo. Leszek Burakowski, ówczesny dyrektor Departamentu Organizacyjno-Prawnego, mówił, że oczekuje, iż „architekt przestanie ciągle opowiadać o projekcie, a zacznie go realizować”.
Jednak władzom województwa bardzo zależało na tej inwestycji. Tak bardzo, że zaczęły mięknąć wobec postawy projektanta. O ile w grudniu 2010 marszałek Krzysztof Hetman groził zerwaniem umowy, to już pół roku później miał inne nastawienie. Kiedy podlegający mu urzędnicy rekomendowali takie rozwiązanie i ostrzegali, że CSK nie będzie gotowe na czas, Hetman działał inaczej.
Jaspers też miał obawy
20 czerwca 2011 roku krążyła między urzędnikami informacja o problemach. „Marszałek Krzysztof Hetman polecił aby wykreślić ze złożonej informacji następujące słowa, cyt: „Z uwagi na powyższe informacje oraz bardzo długi okres wykonywania dokumentacji budowlanej przez Biuro Stelmach i Partnerzy tut. Departament informuje o dużym prawdopodobieństwie nie zrealizowania inwestycji w terminie i rozliczenia środków pomocowych Unii Europejskiej na realizację przedsięwzięcia”.
Zaniepokojona była też już unijna agenda Jaspers, która ma pomagać w realizacji inwestycji ze środków UE.
Spotkania w CSK odbywały się regularnie. Jedno z nich miało miejsce 1 lipca 2011 roku. Wówczas jeden z urzędników został poinformowany przez Sobczaka, że Anna Augustyniak (ówczesna sekretarz województwa, a dziś zastępczyni prezydenta Lublina) prosi o wykreślenie z pisemnej informacji, że „istnieje poważne zagrożenie terminu realizacji inwestycji”. Chodziło o spore opóźnienie. Przetarg, który miał wyłonić wykonawcę, nie był jeszcze ogłoszony i wychodziło na to, że na prace budowlane zostanie zaledwie 2,5 roku.
Urzędnik się jednak sprzeciwił. Nie wykreślił kłopotliwego zdania.
„Uczestnicy spotkania przyjęli moje oświadczenie, po czym opuściłem gabinet Członka Zarządu Województwa Lubelskiego Pana Jacka Sobczaka” – napisał potem w notatce służbowej.
Coś się jednak ruszyło. W styczniu 2012 roku UMWL zgodził się poczekać na pełną dokumentację projektową, ale już pół roku później naliczył pracowni Stelmacha kary umowne. Łącznie ponad 3,2 mln zł.
Zastrzeżenia były np. do braku komputerowych analiz akustyki w sali koncertowej. Jednak urzędnicy finalnie doszli do wniosku, że pomiary wykona się już po zakończeniu budowy i wówczas będą możliwe ewentualne prace dodatkowe.
Akustyka
I tak budowa dobrnęła do końca. Jednak gdy w 2015 roku muzycy i chórzyści FL zorganizowali próbę w odnowionej sali koncertowej, wszystkie problemy wyszły na jaw. Po przeprowadzonych badaniach biuro Stelmacha uznało, że „właściwości estrady nie są satysfakcjonujące dla muzyków orkiestrowych i wymagają korekty”. Rozwiązaniem były przeróbki. I to drogie – bo po następnych badaniach powstał kosztorys wskazujący na kwotę prawie 670 tys. zł.
Potem było kolejne badanie, które kosztowało 70 tys. zł. Wykazało, że problemów do rozwiązania jest sporo. Dźwięk niesie się po sali źle, altówek nie słychać, a klarnety są za głośne. W ogóle wymagało to „gry siłowej” i szkodziło walorom artystycznym. Część problemów można było rozwiązać inaczej ustawiając orkiestrę, ale niektórych bez przebudowy sali nie dało się wyeliminować.
Urząd Marszałkowski pierwszy przetarg dotyczący przeróbek ogłosił w kwietniu 2018 roku, lecz nikt się do niego nie zgłosił. Ponowna próba miała miejsce w lutym 2019 roku. UMWL chciał wydać 350 tys. zł, ale jedyna oferta w przetargu wynosiła prawie 570 tys. zł.
Znowu się nie udało.
Ostatecznie udało się znaleźć wykonawcę prac, ale dopiero w 2019 roku, za 518 tysięcy złotych.
Zapłacił za to samorząd województwa. CBA w swoim raporcie jasno stwierdza, że Urząd Marszałkowski „nie podjął działań w kierunku ustalenia osób odpowiedzialnych za niewłaściwie funkcjonującą akustykę w Filharmonii Lubelskiej. Tym samym nie zrealizował planowanych działań zapowiadanych m.in. w notatkach odnośnie obciążenia kosztami naprawy akustyki projektanta”.
A termin dochodzenia należności upłynął w maju 2015 roku.
Podsumowując. CBA wylicza, że budowa CSK oraz modernizacja FL i TM, przez błędy w projektach, które trzeba było korygować jeszcze na etapie budowy, kosztowały niemal 1 mln zł.
„Z dokumentów wynika, że opóźnienia w prowadzeniu inwestycji spowodowane były m.in. błędami logistycznymi na etapie opracowywania harmonogramu bazowego, niewystarczającym tempem robót w stosunku do założonych sił, niedostatecznym zaawansowaniem prac w zakresie robót rozbiórkowych, konstrukcyjnych, murowych, dociepleniowych, dekarskich oraz wykończeniowych, wprowadzeniem zmian projektowych wynikających z niedociągnięć projektowych ujawniających się w trakcie modernizacji, długim oczekiwaniem na opracowania rewizji dokumentacji projektowej (…) a także długim oczekiwaniem na różnego rodzaju decyzje, postanowienia, wyjaśnienia umowy oraz stanowiska ze strony UMWL – długość podejmowania decyzji powodowała znaczny upływ czasu, co bezpośrednio wpływało na spowolnienie procesu inwestycyjnego” – tak całość ocenia CBA.
Fundacja Wolności stara się o ujawnienie kolejnych dokumentów przez CBA, m.in. listy przeprowadzonych kontroli. Stara się też dotrzeć do protokołu z kontroli na Dworcu Lublin. CBA, podobnie jak Urząd Miasta Lublin (który także go posiada, a Fundacja wniosła o jego udostępnienie), nie udostępniły tego dokumentu, zasłaniając się trwającym postępowaniem prokuratorskim. I choć postępowanie w tej sprawie już się zakończyło, to ujawnienia dokumentów odmawia także prokuratura.
– Na pewno nie buduje to zaufania do instytucji publicznych i budzi skojarzenia z zamiataniem sprawy „pod dywan”. Z drugiej strony padły zarzuty wobec urzędników. Obywatele powinni wiedzieć, o co byli podejrzani i dlaczego okazało się to wyssane z palca. Tym bardziej, że politycy wielokrotnie powtarzają, że CBA działa na polityczne zlecenie – mówi Krzysztof Kowalik z Fundacji Wolności.
Dodaje, że interwencji CBA na Dworcu Lublin oczekiwałby w zupełnie innych miejscach. Podobnych jak w przypadku Filharmonii. – W wyniku błędów projektowych budowa dworca się wydłużyła. Nie chodzi tylko o kwestie słynnych schodów, bo problemów było sporo więcej. To dodatkowe koszty, które póki co poniósł lubelski podatnik – kwituje.
Raport CBA znajduje się w tym miejscu
Fot. Łukasz Frączek/Filharmonia Lubelska

